Moje malarstwo

Artysta w swojej sztuce ukazuje, świadomie lub nie, swoją duszę, charakter, który jest wypadkową cech wrodzonych i doświadczeń nagromadzonych w ciągu życia.

Na mój sposób malowania na pewno wpłynął czteroletni pobyt w Ameryce Południowej, a konkretnie w Kolumbii. Uczono mnie malarstwa radosnego i żywiołowego, prawdziwie latynoskiej radości malowania.

Jakże inny duch panował na warszawskiej ASP, na której kontynuowałem studia w pierwszej połowie trudnych lat osiemdziesiątych. Tu profesorowie zmusili mnie do malarskiego myślenia, głębszej analizy tego, co jest we mnie i w otaczającym mnie świecie. I bardzo dobrze. Można powiedzieć, że tkwiący we mnie Latynos dostał niezłą szkołę.

Uprawiam malarstwo spontaniczne, będące odzwierciedleniem nastrojów, zachwytów, zauroczeń i melancholii. W moich pracach nie ma żadnej filozofii. To czysta hedonistyczna przyjemność. Z każdej podróży przywożę wrażenia. Przywołuję je, kiedy staję przed białym, czystym płótnem. Wtedy decyduję, na co mam ochotę w danym dniu. Wybieram coś ze swoich wspomnień. Dalej jest jak z improwizacją muzyczną. Podczas malowania obraz czasem oddala się od wiodącego tematu, czasem przybliża. W którymś momencie uznaję, że jest skończony.